Atlas ryb

Posted in Hobby  by: ekologia1
grudzień 1st, 2009

Zawsze bardzo lubiłem czytać książki. Jestem wyjątkiem od reguły. Śmieszne i trochę prawdziwe jest powiedzenie, że chłopaki nie lubią cztyać, wolą przeglądać obrazki. Atlasy są jakby spełnieniem ich marzeń. Mało tekstu i dużo rysunków. Zamiast podróżować (jako dziecko nie wyjeżdżałem zbyt często) można zapoznawać się ze światem poprzez leksykony.

Mój kumpel miał koleżankę Weronikę. Ona miała totalnego kręćka na punkcie ryb, więc od niej wziąłem atlas ryb. Sprzedała mi tego rybnego wirusa i kupiłem akwarium. Na początku skalary, a następnie ryby słonowodne. Dużo uwagi wymaga taki szklany dom. Trzeba dbać o zakwaszenie wody, kupować żywe do karmienia swoich okazów itd. No, po dwóch latach mi się znudziło. Jednak zainteresowanie przyrodą mi nie minęło i po ukończneniu liceum poszedłem na studia.

Niedługo potem wyszło na jaw, że kilka osób w klasie także interesuje się zwierzętami. Zaczęliśmy się spotykać regularnie, żeby omówić ostatnio poznane gatunki. Wymienialiśmy się - nowości w czytelni, filmy w telewizji, słuchowiska w radiu - nic nie umknęło najszej uwadze. W pewnym momencie naszej pogoni dopadliśmy
atlas gadów. Mama Olki (chyba najmniej ciekawa postać w grupie) jeździła do Parku Narodowego Manu. Teren ten leży na pograniczu Amazonii i Andów Północnych. Ta pani mogła tam robić zdjęcia i specjalnie dla nas przywoziła całe klisze z gadami i płazami. Ich liczebność to odpowiednio 99 i 140 gatunków! Po każdej podróży czuliśmy się wspaniale mogąc oglądać tę różnorodność fauny.

Gdy chodziłem do podstawówki co wtorek w moim tornistrze lądował atlas zwierząt. Pan od biologii męczyła nas strasznie, żeby każdy uczeń przynosił swój egzemplarz. Teraz wiem, czemu to służyło. Belfer chciał wtłoczyć nam do głowy kztałty zwierząt. Młodzieńcy oczywiście mieli to w nosie, więc nie przynosili tych książek.

Atlasy to spore wydawnictwa. Grube, wydane w dużym formacie. Oficyny wydawnicze zlecają druk na ładnym papierze kredowym. Wszyetko pięknie, do momentu, gdy dziesięciolatek nie musi tego dźwigać na plecach. Jednak nasze szkoły wymagają, żeby uczniowie nosili pomoce naukowe ze sobą. Plecak wypchany po brzegi krzywi kręgosłup, ale nikogo to nie interesuje. Później, jak osiągną wiek pracownika bedą się skarżyć na bóle. Tym się zajmie lekarz, ale zamiast pieniędzy w tym resorcie, lepiej wydać je na unowocześnienie szkół.

Przez książki rozpoczęła się moja wielka przyjaźń z Adamem. On pożyczał mi książki o wierzętach, a ja jemu albumy podróżnicze. Jako pierwszy otrzymałem atlas ptaków, bo jego tata był ornitologiem. Polskie gatunki są naprawdę niesamowite. Wciągnęło mnie to bez reszty, więc zaraz potem poprosilem o atlas owadów.

 

Nawigacja: